- Ponad sześćdziesięcioro dzieci z trzech szkół w gminie Włodawa skorzysta z doda...
- Wicemarszałek Krzysztof Grabczuk reprezentował nasze województwo podczas targów i...
- Efekty zbiórki zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego przeprowadzonej pr...
- „Preludium” z Brzeźna, zespół ze Szkoły Podstawowej w Wołkowianach, „Rosa...
W całej Polsce, po niedzielnych wyborach, straszą jeszcze plakaty i ulotki wyborcze kandydatów do rad gmin, miast, powiatów, sejmików i ogromne „prezydenckie” billboardy. Zgodnie z prawem, po zakończeniu wyborów, komitety w ciągu 30 dni muszą usunąć plakaty. Dlatego też już dziś, gdy jeszcze zdobią nasze miasta przyjrzyjmy im się uważnie.
Pisze to nie bez kozery; kto i co przemawia z tych plakatów i ulotek do potencjalnego wyborcy, woła o pomstę do nieba. Polskie zoo i wszechobecna małomiasteczkowość. Zastanawiam się wówczas czy Ci ludzie są normalni? Czy po prostu padli ofiarą złego designera, fotografa, pr-owca? Oczywiście nie generalizuję i nie tracę wiary w naszą lokalną reprezentację. Są, bowiem osoby kompetentne, z klasą, znające techniki odpowiedniej promocji i „sprzedaży”, kandydaci właściwi na stanowisko radnego, burmistrza czy prezydenta. Ale niestety ciągle znaczna większość to ludzie, no proszę wybaczyć, ale bez zupełnej wyobraźni i obiektywizmu myślowego. Z jednej strony reklamowali się kandydaci, starający się o reelekcję, z drugiej zaś, ci, którzy po raz pierwszy bądź kolejny raz „kosztują” smaku przedwyborczych zmagań. Tych pierwszych charakteryzuje zupełny brak skromności i wręcz hiperboliczna pycha. A jej nieodłącznym elementem jest przechwalanie się swoimi osiągnięciami, oczywiście na okoliczność kampanii stosownie wytłuszczonymi. Tacy właśnie kandydaci dla racjonalnego i świadomie myślącego wyborcy winni być na czarnej liście tych, na których na pewno nie oddadzą głosu. Chwalenie się tym, że wypełniało się obowiązki, za które otrzymywało się całkiem fajne pieniądze, jest delikatnie pisząc- przygłupie. Naszym politykom takie zachowanie w żadnej mierze nie uwłacza, a wręcz przeciwnie uznają oni, że stosownym jest podkreślanie tego wszem i wobec. Ci drudzy kandydaci z kolei zamiast chwalenia się, obiecywali, co oni to nie uczynią dla nas, jak to nam dobrze nie zrobią. Wachlarz tychże obietnic był faktycznie bardzo obszerny i co ciekawe mnóstwo z tych obietnic dotyczy spraw, którymi samorząd raczej się nie zajmuje. Zdarzyło się również niejednokrotnie, że kandydat danego ugrupowania nie do końca był zorientowany w swoim programie wyborczym. Czy oni robili idiotów z siebie czy z nas? Może tego aspektu nie będę roztrząsać, ponieważ doszłabym do nieciekawych konkluzji, nad którymi można długo deliberować. Przyjrzyjmy się, zatem owym plakatom, bowiem tu odnajdziemy ciekawe kwiatki.
Czy ktoś z nas zagłosowałby na kandydata, który zamieszcza fotografię sprzed ponad 20 lat? Przecież to jakaś paranoja zakrawająca o chorobę psychiczną. Mając na uwadze fakt, że właśnie plakat jest, nie dość, że stosunkowo tanim, wygodnym i efektywnym środkiem przekazu wizualnego powinno się go wykorzystać jak najlepiej, aby wyborca patrząc na ów towar stwierdził; tak to jest on, kupuję.
Dobra fota sprzeda ponoć każde auto. Idealna fotografia na plakatach, ulotkach czy w innych formach przekazu to także punkt, bez którego kampania wyborcza właściwie mija się z celem. Każdy wyborca chce zobaczyć twarz kandydata (aktualną twarz ;) )- przecież nie może on być w tym aspekcie anonimowy. Jak się okazuje samo nazwisko nie wystarczy. Ale nam wyborcom już obrzydły cukiereczkowe pozy naszych polityków, dlatego szukamy prawdy i śmiejemy się z głupoty. Hasło wyborcze jest równie ważne jak prezentowany wizerunek kandydata. Są to najczęściej jedyne trzy słowa (czasami więcej), jakie słyszymy przed wyborami od swoich kandydatów. Nie zawsze mądre trzy słowa. Najbardziej irytujące hasło, z jakim spotkałam się podczas tegorocznej kampanii to Podaj dłoń chcę Ci pomóc. Autorka hasła również wizualnie drażni oko. Blond włosy, różowy kostium i bezmyślne spojrzenie. W czym ta osoba może mi pomóc? No chyba, że jest terapeutą i proponuje darmowe wizyty, albo pracuje w prowidencie i oferuje pożyczki krótkoterminowe. Ciekawym jest również pomysł pławienia się kandydata w cudzej sławie. Okazuje się, że nawet były senator PiS może promować kandydata startującego do rady z ramienia PO. Takie kwiatki są dziś bardzo powszechne i o dziwo jakoś już nikogo nie zaskakują. Jedni fotografują się z ludźmi showbiznesu inni… z bocianami w tle lub polem kwitnącego rzepaku. Patrząc na plakat wyborczy gdzie raczej dominuje rodzime ptactwo zastanawiam się, co kandydat chciał przekazać wyborcom? Że będzie wspierał lokalnych ornitologów czy też sugeruje niż demograficzny i nawołuje do czynnej prokreacji? Ot zagadka. Mentalność Polaków jest na zakręcie. Można zrobić wiele, aby tylko dotrzeć do miejsca docelowego. Nawet zrobić z siebie kompletnego wariata.
Na szczęście to już koniec i wreszcie odpoczniemy od tej politycznej, wyborczej idee fixe. Jednak zanim to nastąpi pewnie jeszcze przez cały miesiąc albo i dłużej będziemy tonąć w morzu kolorowych ulotek, gazetek a ulice naszego miasta będą maksymalnie oszpecone plakatami i bilbordami wyborczymi. I bardzo ubolewam nad tym, że spora ich część finansowana jest przez nas wszystkich w postaci subwencji dla partii politycznych.
Joanna Graboś
| « poprzednia | następna » |
|---|

























Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.