- Ponad sześćdziesięcioro dzieci z trzech szkół w gminie Włodawa skorzysta z doda...
- Wicemarszałek Krzysztof Grabczuk reprezentował nasze województwo podczas targów i...
- Efekty zbiórki zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego przeprowadzonej pr...
- „Preludium” z Brzeźna, zespół ze Szkoły Podstawowej w Wołkowianach, „Rosa...
Historia polskiej areny politycznej „przesiąknięta” jest alkoholowymi wybrykami naszych włodarzy. I żadna partia, żaden polityk nie pozostaje tu bez winy. Widać, że polska polityka zdeterminowana jest uwarunkowaniami historycznymi albowiem dusza XVI wiecznego szlachcica tkwi w niejednym pośle, senatorze i nie tylko płci męskiej. Chyba jednak zacznę wierzyć w reinkarnację, bo czas płynie, świat się zmienia a ludzie są ciągle tacy sami… tylko jeszcze propinacja się rozwija...
I nie ma w tym nic złego, powiem nawet- BARDZO DOBRZE ;) cieszmy się i radujmy, że mamy taki wybór, ale to, co może zwykły przeciętny Kowalski nie przystoi politykowi. Alkohol nie po raz pierwszy i zaiste nie po raz ostatni staje się super bohaterem politycznych zdarzeń. Konotacja słów "alkohol" i "polityk" równa się skandal, i to w niektórych przypadkach na skalę światową, ale to właśnie procenty i promile zapewniły nam wejście do NATO ;). Choć jednemu z prezydentów też zdecydowanie zaszkodziły.
Ale wróćmy do 1993 roku, kiedy to ówczesny prezydent Rosji Borys Jelcyn przybył z kurtuazyjną wizytą do miasta stołecznego Warszawy. Lech Wałęsa niczym Bolesław Chrobry przyjął gościa zza wschodniej granicy wystawnie i obficie. Oczywiście był śledź i było coś pod śledzia ;) Po spotkaniu Wałęsa stwierdził, że nie ośmieliłby się rywalizować z tak zacnym zawodnikiem, tłumaczył się gęsto, że ani on nie uległ alkoholowemu upojeniu ani też nie przyczynił się bezpośrednio do upojenia rosyjskiego prezydenta. Zaprzeczał też jakoby to ilość wypitego alkoholu zadecydowała o zgodzie Rosji na wejście Polski do NATO. Nie ważne ile kieliszków wychylono, ile śledzi zjedzono, ważne, że jesteśmy w NATO ;) Dał Wałęsa radę? Dał. Butelka wódki hm…albo butelek kilka ;) pomogły mu w negocjacjach. Imię jego wróżyło od zawsze dobrze ;) Lech – coś w tym musi być.
Lechowi alkohol pomógł i można by rzec-poszedł na zdrowie. Następcy jego Aleksandrowi niekoniecznie. Nabawił się biedula filipińskiej choroby…tak bywa z niezidentyfikowanymi płynami obcego pochodzenia. Prezydent wsławił się także "chorobą golenia" na charkowskim cmentarzu. Podczas obchodów ku pamięci pomordowanych polskich oficerów Aleksander rzeczywiście niedomagał i mocno "utykał". Nie raz i nie dwa Kwaśniewski udowodnił, że należy do miłośników cienkiego szkła i przezroczystej ambrozji.
"Może wypiłem jeden kieliszek wina, a może dziesięć. Mam prawo robić, co chcę, jestem wolnym człowiekiem"- mówił Kwaśniewski po incydencie w Kijowie. Czy aby nie powinien płonąć ze wstydu? Powoływanie się na jeden z podpunktów praw podstawowych chyba w tym wypadku nie powinno mieć miejsca. Tłumaczenie się także filipińską chorobą czy innymi dolegliwościami jest nie poważne, wręcz śmieszne… zupełnie bez sensu…
Polityków wszystko zdaje się popychać w stronę kieliszka. Z jednej strony trudy i znoje życia na najwyższych szczeblach tej drabiny feudalnej, z drugiej - procentowe rauty i bankiety, od których tak ciężko się uciec. Pewnie, dlatego na polskiej trybunie politycznych pijaków jest przyciasno ;)
Joanna Graboś
| « poprzednia | następna » |
|---|

























Komentarze
Saby tez się załapią?
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.