- Ponad sześćdziesięcioro dzieci z trzech szkół w gminie Włodawa skorzysta z doda...
- Wicemarszałek Krzysztof Grabczuk reprezentował nasze województwo podczas targów i...
- Efekty zbiórki zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego przeprowadzonej pr...
- „Preludium” z Brzeźna, zespół ze Szkoły Podstawowej w Wołkowianach, „Rosa...
Od wieków filozofom nie dawały spokoju powiązania między polityką i etyką. I tu powstają zasadnicze pytania: Czy w polityce możliwym jest godzić moralność ze skutecznością? A może sprawowanie władzy z założenia zmusza do postępowania sprzecznego z normami etycznymi?
W polityce liczy się przede wszystkim skuteczność, co nie znaczy też, że rządzenie ma być dziedziną zgoła amoralną. Polityków również obowiązuje swoista etyka zawodowa, która wspiera się uczciwością, odwagą, odpowiedzialnością, zdrowym rozsądkiem, i honorem.
Ale czy aby na pewno?
Człowiek wierzący, uczestnicząc w akcji politycznej, bardzo często potyka się o problemy natury moralnej. Zmuszeni jesteśmy wybierać zatem pomiędzy osobistą postawą nakreśloną przez etykę religii, której jesteśmy wierni, a realizacją kreowanego przez polityków „dobra wspólnego”. Urzeczywistnianie owego dobra wspólnego często koliduje z wykładnią relacji międzyludzkich ufundowanych przez określony system aksjologiczny.
W polityce bowiem – używając eufemizmu - nie wszystko da się przecież zrobić w białych rękawiczkach.
Na pierwszy rzut oka politykę od moralności dzieli przepaść. O ile postępowanie moralne oznacza zasadniczo skierowanie się ku dobru, o tyle działanie polityczne kojarzy się ze wszystkim, co najgorsze i perfidne: z kłamstwem, oszustwem, zdradą, korupcją, manipulacją,... Mówiąc lapidarnie: polityka to brudne ręce, moralność to czyste sumienie.
Do zgodnego z moralnymi wartościami współudziału w polityce, wedle jednych, wystarczy Dekalog oraz ewangeliczne kazanie na górze; według innych - uczciwość, odpowiedzialność za wspólnotę czy też kierowanie się osobistymi wskazaniami sumienia. Podejrzewam że w obu tych przypadkach wymaga się zaangażowania i wiary w aksjologiczny sens podejmowanych działań. Etyka czy też kierunek serca znajduje się tu przed poznaniem. To bowiem, co poznawczo dla obecności w polityce jest niezbędne, lub stanowi o trudnościach w realizacji jej wartości, zdaje się bezpośrednio ujawniać w praktyce. A wyraża się w konkretnych doświadczeniach i przeżyciach.
Polityka nie tylko przepełniona jest działaniami, które są określane jako pejoratywne i podlegają moralnej dezaprobacie, ale, co gorsza, dokonuje się w niej etyczna nobilitacja występku. To, co na poziomie zwykłych stosunków międzyludzkich uchodzi powszechnie za zbrodnię, na poziomie polityki przedstawiane jest często jako cnota i powód do chwały. Już dawno zauważono: drobnych rzezimieszków zamyka się do więzień, wielkim zbrodniarzom buduje się pomniki. Wydaje się oczywiste, że polityka rządzi się własnymi regułami, które z moralnością nie mają nic wspólnego.
Przekonanie o niemoralności polityki nie bierze się jednak z powietrza. Faktycznie, istnieją co najmniej dwa obszary, gdzie zasady etyczne zdają się podlegać jakiemuś zawieszeniu. Wskazanie na pierwszy z nich zawdzięczamy Machiavellemu. Dostrzeganie w nim wyłącznie rzecznika polityki amoralnej, rozumianej jako gra o władzę dla samej władzy, w której wszystkie środki są dozwolone, a liczy się tylko skuteczność, jest jednak sporym uproszczeniem. Owszem, Machiavelli stwierdza, że władca musi czasem stosować środki w normalnym życiu uznawane za niemoralne, ale tylko wtedy, kiedy racją ich podejmowania jest ochrona dobra, które w pewnym sensie przewyższa dobro poszczególnych jednostek . Mamy tu do czynienia z manipulacją w najczystszej postaci…Machiawelli doskonale o tym wiedział…ale po co ujawniać środek co celu prostemu ludowi…
Otto von Bismarck powiedział kiedyś, że ludzie nie powinni oglądać tego, jak się robi parówki i politykę. Zapewne miał na myśli prosty fakt, iż obie czynności mogą wywołać, w co wrażliwszych duszach, obrzydzenie i niechęć.
W świecie współczesnej polityki, zdominowanym przez media, przeciętny obserwator ma doskonałą okazję przyglądania się różnorakim zmaganiom mającym miejsce na scenie politycznej. Aktorzy tej batalii robią wszystko, aby przekonać widzów, że w swej istocie są ludźmi cnotliwymi, nasyconymi wartościami, których bronią z żelazną konsekwencją. Jednocześnie spektakl ma drugą odsłonę, zdecydowanie mniej eksponowaną. Jej treścią jest pozbawiona skrupułów walka o interesy grupy społecznej, którą się reprezentuje. Pierwszoplanowe znaczenie ma w tym przypadku efekt wspomnianej walki, nie zaś przestrzeganie jakichś konkretnych norm etycznych. Wszak, aby ów pożądany efekt osiągnąć, niejednokrotnie polityk musi uciekać się do kłamstwa, niegodziwości, czy mówiąc najzwyczajniej: krzywdzenia innych ludzi.
Jak zatem w rzeczywistości będącej brutalnym starciem interesów, może funkcjonować człowiek, który utożsamia się określonym systemem wartości? Jak polityk, deklarujący się jako np. katolik, w określonych sytuacjach może łamać etyczne wskazania, którym winien być wierny? Manipulowanie wyborcą to jego główny środek …a czy etyczny? Manipulacja jest słowem zdecydowanie pejoratywnym ale czy bez niej da się skutecznie uprawiać politykę?
A może by tak wrócić do korzeni. Do owej odrzucanej, niemodnej etyki ewangelicznej. Płynącej z ewangelii nauki o moralności. Do Bożych niezmiennych zasad i praw określających, co jest dobre, a co złe…
Póki co, i my, i oni, w większości, jesteśmy jak tytułowi bohaterowie jednego z popularnych seriali Polsatu…po prostu kiepscy…
Joanna Graboś
| « poprzednia | następna » |
|---|
























